wtorek, 2 września 2014

Zamiana pasty w maskę czyli Ziaja liście manuka :)

Hej! :)
Chyba każda z Was słyszała już o nowej serii firmy Ziaja - liście manuka. Kosmetyki te w kilka chwil zdobyły ogromną popularność w blogowym świecie.
I chyba nie ma się czemu dziwić ;)
Gdy seria ta wchodziła na sklepowe półki udało mi się kupić zestaw krem mikrozłuszczający na noc + pasta oczyszczająca. Kremu używam dopiero od tygodnia, ponieważ zawiera 3% kwas migdałowy i wolałam poczekać aż na niebie będzie trochę mniej słonecznych promieni. Natomiast pastą zajęłam się od razu!
A właściwie bardziej peelingiem a nie pastą bo taką właśnie konsystencję ma ten kosmetyk.

Na pewno nie polecam go dla osób z cerą wrażliwą - nawet na mojej mieszanej cerze czasem wywołał podrażnienia więc wolę nawet nie myśleć jaki skutek mógłby przynieść kontakt z tą pastą osoby o delikatne cerze. Jako peeling sprawdził się ok, ale bez większego "szału". Zwykły peeling jakich wiele.

Ostatnio jednak miałam coraz więcej wyprysków na skórze twarzy i niemiłych niespodzianek. Użyłam tej pasty jako maseczki - po kilku minutach zastyga na naszej twarzy. Trzymałam ją w takiej postaci około 30 minut a efekt był oszałamiający. A że liście manuka to nic innego jak liście drzewa herbacianego działają podobnie jak olejek czyli posiadają dodatkowo działanie bakteriobójcze.  Po kilku użyciach pryszcze ładnie wysuszone, cera gładka, zniknęła "kaszka" z czoła. 
W duecie z benzacne pozbyłam się całkowicie wszystkich niespodzianek z mojej twarzy!

Oczywiście przy takiej kuracji trzeba pamiętać o nawilżaniu skóry, ale o tym chyba każda z nas wie. :)
Jednym słowem - polecam, ale jako maseczkę! 


wtorek, 26 sierpnia 2014

O docenieniu ŻYCIA słów kilka

Witam Was wszystkich po niesamowicie długiej przerwie. Od ostatniego wpisu minęły 4 miesiące, czyli tyle ile jest potrzebne aby docenić życie.
Kochani, czy wiecie jak niesamowicie jesteście szczęśliwi będąc teraz w domu/pracy/ pociągu lub w każdym innym miejscu?
Czy wiecie jak ogromne macie szczęście, że mogliście dziś rano wstać z łóżka?
Czy rozumiecie ile posiadacie mogąc umyć zęby, zjeść obiad, pójść na spacer czy na zakupy?
Dziwne, prawda? Przecież to codzienne czynności, na które nie zwracamy uwagi. Rzeczy, które nam umykają.
MUSICIE to doceniać!
Dlaczego?

Kwiecień 2014 - trafiam na oddział onkologii z wykrytym guzem nowotworowym, jeszcze nie wiadomo w jakim stopniu złośliwym. Do szpitala idę w poniedziałek, na wtorek wyznaczono operację. Jakby celowo o godzinie 20:00 przyniesiono mi szczegółową wypiskę wszystkich możliwych komplikacji oraz opis mojej choroby (fajna lekturka przed snem! - gratulacje). W końcu zasypiam.
Wtorek - jakoś to będzie, nic już nie zmienię. Nie boję się już nawet, może trochę narkozy, jak każdy.
Operacja trwała 3 godziny, pełno bandaży i opatrunków ale nie boli. To najważniejsze.
Lekarz stwierdza, że guz był "brzydki". Co mogę teraz poradzić, nie moja wina, że w wieku 17 lat zostałam źle zdiagnozowana. Swoją drogą, byłam bardzo młoda gdy przyszło do mnie to coś.
Na operację czekałam 3 miesiące, na wyniki badania histopatologicznego 2 tygodnie a wydawało się wiecznością.
Piątek przed weekendem majowym - telefon! Są wyniki. Godzina 10:30, odebrać można do 13:00. Do szpitala 100km. Zaczęła się gonitwa, przecież nie byłabym w stanie czekać jeszcze przez dwa dni wiedząc, że są wyniki. Udało się, o 12:45 wbiegam do szpitala.
Co było dalej? Trudno powiedzieć, pamiętam tylko trzęsący się głos i nogi jak z waty. Cały świat nie istniał.
Z trudem podpisałam się na karcie potwierdzającej odbiór.
Wychodzę z pokoju, zaglądam w wynik. Kilka słów po łacinie... trudno mi coś zrozumieć.
Lecę na konsultację do lekarza, widzę z daleka moją Panią Doktor. Czekałam bardzo krótko w porównaniu do ilości osób przed gabinetem, poprosiła mnie bez kolejki.
Wystarczyło jedno jej słowo aby polały się łzy... szczęścia!!!
Możecie sobie wyobrazić jak to jest dostać nowe życie, jak trzęsą się ręce i uginają kolana.
Najpiękniejszy dzień! Wychodząc z gabinetu nadal płakałam i uśmiechałam się jednocześnie. Nieznajomi ludzie przed gabinetem cieszyli się moim szczęściem, gratulowali. Byłam taka szczęśliwa!

I nadal jestem szczęśliwa! :)
Życzę Wam abyście po przeczytaniu tego wpisu chociaż minimalnie bardziej zaczęli doceniać życie czyli najpiękniejsze co nas spotkało!


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Moje pierwsze paznokcie hybrydowe

W ostatnim poście pisałam Wam o zestawie do manicure hybrydowego, który udało mi się skompletować. W komentarzach pisałyście żebym pochwaliła się jak zacznę już coś z tymi lakierami wyczyniać :)
Dzisiaj więc króciutko, trzy pierwsze wykonane przeze mnie paznokcie hybrydowe. Proszę o wyrozumiałość - dopiero się uczę i wszystkie niedociągnięcia postaram się poprawić :)

Dajcie znać co o tym sądzicie, bardzo mi na tym zależy!




poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Mój zestaw startowy: manicure hybrydowy

Hej! :)
Ostatnio postanowiłam wypróbować manicure hybrydowy i wierzcie mi lub nie - raczej nie powrócę już do "zwykłych" lakierów do paznokci. A dlaczego? Głównie ze względu na trwałość (normalny lakier trzyma się na moich paznokciach maksymalnie 3 dni) a także czas wysychania - paznokcie mogę pomalować wieczorem i mam pewność, że rano nie znajdę na nich odciśniętych śladów przez poduszkę ;)
Szukałam informacji na jaką firmę lakierów postawić i wybrałam Cosmetics Zone. Lakiery kosztują ok. 25zł za buteleczkę a są porównywalne do tych z wyższej półki.



Na początek mojej przygody kupiłam:
- clenaer do odtłuszczania płytki paznokcia, który był w zestawie razem z bazą i topem;
- płyn do dezynfekcji;
- aceton do ściągania lakieru;
- płyn usuwania do skórek Sally Hansen;
- szczoteczkę do manicure;
- cążki do skórek;
- radełko-kopytko do skórek;
- pilniczek i polerkę;
- waciki bezpyłkowe;
- lampę - podstawa do wykonania tego rodzaju manicure. ;)

Oczywiście kupiłam również kilka lakierów oraz oliwkę do skórek. Wydawać może się, że jest tego bardzo dużo ale taką "inwestycje" robimy tylko na początku.


Napiszcie mi koniecznie czy miałyście styczność z lakierami hybrydowymi i jakie firmy polecacie :)

piątek, 28 lutego 2014

Recenzje testowanych kosmetyków Marion :)

Pod koniec stycznia wygrałam w konkursie, który organizował Marion i dzięki temu otrzymałam kosmetyki do testów. Pisałam o tym tutaj :)
Przyszedł więc czas na małe recenzje otrzymanych dobroci. Żadnego kosmetyku nie używałam wcześniej więc były to dla mnie całkowite nowości. Kilka produktów bardzo przypadło mi do gustu - do niektórych jednak nie powrócę. Jeśli jesteście ciekawe co sądzę o tych kosmetykach zapraszam do czytania! :)

1.Oczyszczająco-nawilżająca terapia do włosów Detox Hairline
  • Wygodne w użyciu saszetki, posiadają miejsce umożliwiające łatwe otworzenie produktu. 
  • Zapach zarówno peelingu jak i szamponu jest bardzo delikatny i wyjątkowo przypadł mi do gustu. Wyczuwałam go przez jakiś czas na włosach po zastosowaniu produktu. 
  • Peeling - konsystencja: wręcz idealna, biała kremowa masa z widocznymi zatopionymi w niej delikatnymi czerwonymi drobinkami peelingującymi. 
  • Szampon - konsystencja: gęsta, perłowa galaretka z widocznymi pod światło mieniącymi się czerwono-różowymi drobinkami. 
  • Na opakowaniu zaznaczono, że dla posiadaczek długich włosów zaleca się zastosowanie 2 opakowań produktu - na moje włosy do łopatek ilość produktu była zupełnie wystarczająca. 
  • Nigdy wcześniej nie stosowałam peelingu skóry głowy, aplikacja była więc dla mnie zaskoczeniem a jednocześnie bardzo miło ją wspominam. Drobinki peelingujące delikatnie masowały skórę głowy.
  • Szampon: bardzo ładnie się spienił, nawet aż za bardzo ;)  Dobrze się spłukiwał, nie zostawił na włosach strąków. 

2. Żel peelingujący do ciała o zapachu truskawki i wanilii
  • Produkt posiada przezroczyste opakowanie - widać zużycie produktu, poręczne, zamykane na "kliknięcie". 
  • Zapach: zapach tego produktu jest bardzo przyjemny, słodki, kojarzący się ze słodyczami. Zapach jest wyczuwalny bardzo krótko po zastosowaniu. 
  • Konsystencja: średnio-lejąca, wydaje mi się, że idealna jak na tego typu produkt. Widoczne drobinki peelingujące,
  • Produkt słabo się pieni. Granulki ścierające martwy naskórek są dość delikatne, idealnie nadają się więc do codziennego stosowania szczególnie przy wrażliwej na podrażnienia skórze. Nie sprawdza się jednak przy grubej warstwie zrogowaciałego naskórka. Nie podrażnia skóry, nie wywołuje zaczerwienienia ani alergii. 
  •  Produkt jest jednak mało wydajny - przy stosowaniu na całe ciało starczył na 5 użyć.
  • Skóra po użyciu produktu jest miękka, bardzo przyjemna w dotyku i widocznie wygładzona. Występuje chwilowy efekt nawilżenia Nie jestem jednak przekonana co do jego właściwości myjących. 
A tak swoją drogą, czy Wam również produkt przypomina żele/peelingi z Joanny?




3. Serum chroniące włosy przed działaniem wysokiej temperatury TermoOchrona


  • Opakowanie: poręczne małe opakowanie, wygodna w użyciu pompka (która czasem niestety się zacinała)
  • Zapach: przyjemny, nie drażniący, kojarzy mi się z profesjonalnymi kosmetykami fryzjerskimi
  • Produkt jest bezbarwny, dość tłusty
  • Zostawia na włosach widoczną powłokę (na dłoniach również - ciężko je domyć zwykłym mydłem), która oczywiście znika po wysuszeniu, produkt wydaje się być bardzo wydajny - wystarczy niewielka ilość na pokrycie całych włosów, nałożony przy nasadzie wzmaga przetłuszczanie - przy nałożeniu na długość włosów nie obciąża ich
  • Efekt? Dokładnie taki jak pisze producent - włosy są błyszczące, elastyczne; produkt zniwelował puszczenie się moich włosów (co zdarza się u mnie bardzo często). Nie jestem pewna czy nawilża włosy - w składzie są głównie silikony, jednak w związku z tym na pewno dobrze chroni włosy przez działaniem wysokiej temperatury. Mam wrażenie, że w czasie używania tego produktu włosy dużo łatwiej się rozczesywały. 





4. Olejki orientalne - odżywienie włosów - macadamia i ylan ylang
  • Malutkie opakowanie z wygodną do używania pompką, która bardzo ładnie dozuję idealną ilość produktu. Opakowanie przezroczyste przez które widać zużycie produktu jak również jego piękny kolor. 
  • Jak dotąd nigdy nie spotkałam się z takim zapachem kosmetyku. Z początku myślałam, że go nie polubię jednak po kilku użyciach dosłownie się w nim zakochałam. Jest piękny i naprawdę bardzo, bardzo długo utrzymuje się na włosach. 
  • Konsystencja jest lejąca ale jednocześnie zbita, nie przecieka przez palce. Po zastosowaniu nie pozostawia na dłoniach tłustej, nieprzyjemnej powłoki.
  • Stosowałam olejek na suche włosy na ich długości - nie wzmagał wtedy przetłuszczania i nie obciążał włosów. Bardzo szybko się wchłania,  nie pozostawiając tłustego filmu na włosach. Łatwo się rozprowadza. Nie przypadło mi do gustu stosowanie preparatu na mokre włosy - w tym przypadku skleił widocznie włosy i dłużej wysychały.
  • Włosy po użyciu są wyraźnie wygładzone, miękkie i sypkie. Włosy idealnie się rozczesują i przy tym pięknie pachną; nie elektryzują się, są bardziej zdyscyplinowane. Świetny produkt - z pewnością do niego wrócę.



 5. Profesjonalna mikrodermabrazja delikatnie złuszczająca MarionSPA
  • Trzy wygodne saszetki, które można bez problemu rozdzielić. Duży plus za dozownik w saszetkach.
  • Przy peelingu zapach produktu był bardzo ładny, przyjemny, przypominający perfumy. Jednak przy nakładaniu serum i maski był on moim zdaniem zbyt intensywny, duszący.
  • Peeling: kremowa konsystencja z widocznymi dość ostrymi drobinkami ścierającymi    martwy naskórek, dobrze zmywa się z twarzy
  • Serum: przezroczysty żel, bezbarwny, lejący, lepki
  • Maska: biała, kremowa,  
  • Peeling przyjemnie nakładało się  na twarz, po masażu krem, w którym zatopione są   drobinki wchłania się a one same pozostają na twarzy. Po zmyciu peelingu skóra jest delikatnie zaczerwieniona, jednak efekt ten szybko mija
  • Serum tutaj trochę się zdziwiłam, dlaczego po peelingu nakładamy serum a nie  maskę :).  Serum łatwo równomiernie rozprowadzić na twarzy, sprawia delikatne uczucie lepkości i ściągnięcia jednak po 5 minutach samo wchłania się w skórę twarzy
  • Maska: z początku nakładania maski dała efekt ukojenia mojej zaczerwienionej po peelingu cerze, jednak w miarę stopniowego wchłaniania zaczęła podrażniać moją            skórę więc po 10 minutach przemyłam twarz tonikiem (bo więcej bym już nie wytrzymała)
  • Efekt: po zabiegu cera była zaczerwieniona, towarzyszyło mi uczucie szczypania i ściągnięcia. Jednak warto podkreślić, że cera stała się bardzo gładka i przyjemna w dotyku. Peeling pozbawił mnie suchych skórek, z którymi długo się zmagałam. Skóra po zabiegu przez jakiś czas bardzo się świeciła. Nie kupię samodzielnie tego produktu - bardzo mnie podrażnił.


Stosowałyście któryś z tych produktów? Czy Wasze opinie są zbliżone do moich? :)

poniedziałek, 17 lutego 2014

Światowy Dzień Kosmetyków - wielka akcja testowania!

Portal Urodaizdrowie.pl organizuje wielką akcję testowania kosmetyków :)

Klikając TUTAJ przeniesiecie się do formularza zgłoszeniowego. Produktów do wyboru jest naprawdę dużo! Przed Wami trudny wybór ;)
Mam nadzieję, że którejś z nas uda się zakwalifikować do testów - trzymam za Was kciuki!


Warunkiem zgłoszenia jest posiadanie bloga i podanie jego adresu w komentarzu.

Powodzenia! :-) 

sobota, 15 lutego 2014

Wrażenia po kursie certyfikowanej dermokonsultantki

W czwartek miałam okazję uczestniczyć w kursie certyfikowanej dermokonsultantki. Już od dłuższego czasu o nim myślałam, ponieważ szkolenie to jest ściśle związane z moim zawodem i obecnymi studiami.
Kurs odbył się w Warszawie - celowo nie podaje firmy organizującej szkolenie i ceny; jeżeli jednak jesteście takim tematem zainteresowane szczegóły podam Wam w wiadomościach prywatnych (jasminumblog@onet.pl).

Kurs trwał 8 godzin - od 10:00 do 18:00.
Grupa była bardzo kameralna - 4 osoby; dzięki temu każda z nas miała okazję się wypowiedzieć i osobiście wykonać określone ćwiczenia.

Podam Wam teraz w skrócie jak wyglądał kurs :)
1. Wprowadzenie do tematu szkolenia, określenie czym jest kosmetyk.
2. Kosmetyki apteczne: podział na dermokosmetyki, kosmeceutyki, nutrikosmetyki, fitokosmetyki i kosmetyki roślinne.
3. Skóra: określenie typów cery i podstaw ich pielęgnacji.
4. Składniki kosmetyków i ich wpływ na cerę.
5. Certyfikaty kosmetyków naturalnych.
6. Składy kosmetyków.
7. Alergie kosmetyczne.
8. Profil dermokonsultantki - wygląd, zachowanie, cechy osobowości.
9. Marketing dermokosmetyków, metody sprzedażowe.
10. Dermokonsultacje - jak je przeprowadzać.
11. Typy klientów, jak rozmawiać z każdym z nich.

W trakcie kursu wykonywałyśmy również ćwiczenia, scenki, pracowałyśmy nad metodami marketingu i sprzedaży.

Szkolenie kończy się testem i wydaniem certyfikatu dermokonsultantki.

Jestem bardzo zadowolona ze szkolenia i przekonana, że wykorzystam je kiedyś w pracy. Obecnie bardzo wiele firm - w tym głównie aptek organizuje dermokonsultacje, ludzie stają się coraz bardziej świadomi i potrzebują specjalistycznej wiedzy.
Jeśli kiedyś zastanawiałyście się nad takim kierunkiem kształcenia - szczerze polecam!